• Facebook - Grey Circle
  • Instagram - Szary Koło

Najchętniej czytane

Najnowsze wpisy

Szukaj na blogu

Tropikalne storczyki czyli kilka faktów, których nie wyczytałam z książek.

Zimowa aura na dobre zagościła za oknami. W poszukiwaniu odrobiny koloru i słońca ogrodnicze magazyny i portale internetowe, blogi i vlogi zaczęły prześcigać się w wymyślaniu coraz to nowych tematów dotyczących uprawy i pielęgnacji storczyków. Czytam i oglądam wszystkie z zainteresowaniem, bo nie ukrywam, że temat jest bliski mojemu sercu. Sama z wielką pasją oddaję się kupowaniu, kolekcjonowaniu, uśmiercaniu, wskrzeszaniu i eksperymentowaniu, krótko mówiąc uprawie storczyków, ze wszystkimi urokami tej pasji. Niestety albo stety swoją wiedzę musiałam poddać gruntownej przebudowie. Odkąd zamieszkałam w kraju, gdzie wystarczy zadrzeć do góry głowę, aby wypatrzeć jakąś orchideę rosnącą na drzewie, moje myślenie o nich przeszło gruntowną przemianę. Poniżej znajdziecie kilka faktów o storczykach, którym musiałam stawić czoła i przyjąć je do wiadomości.

Fot. Katleje i dendrobia porastające konary tropikalnego drzewa.

Nie tylko falenopsis.

Brzmi wyjątkowo banalnie. To, że w przyrodzie występuje ponad 20 tys. gatunków storczyków, jest prawdą ogólnie znaną, jak i to, że na Marsie jest zimno, a jądro ziemi jest płynne. Ale teoria to nie praktyka, a świadomość suchych faktów nie ma wiele wspólnego z ich doświadczaniem. Prawda jest taka, że dopóki nie zobaczyłam na własne oczy, jak bardzo różnorodną grupą roślin są storczyki, trudno było mi wyzwolić się od widoku supermarketowych stołów zastawionych tysiącami identycznych falenopsisów. Zawężając widzenie tylko do tytułowego falka samo odkrycie, że supermarketowy Phalaenopsis nie za bardzo przypomina tego rosnącego na tropikalnym drzewie, było otrzeźwiającą lekcją. I cieszę się, że tę lekcję mogłam odbyć. Osadziłam storczyki w przyrodniczym kontekście i odrobinę lepiej rozumiem ich potrzeby i wymagania.

Fot. Phalaenopsis cornu-cervi

Tropikalne storczyki są epifitami...

...to często padające z ust ekspertów stwierdzenie jest wygłaszane zazwyczaj bardzo kategorycznie. Wiele popularnych i bardzo prostych w uprawie tropikalnych storczyków nie jest epifitami i może rosnąć w ziemi (np. Spathoglottis czy Ludisia) lub na powierzchni ziemi jak np. Vanilla planifolia. O zgrozo, wielu tropikalnym storczykom wydaje się zupełnie obojętnym to, gdzie przyszło im bytować- do tej grupy zaliczyłabym piękną orchideę tygrysią- Grammatophyllum speciosum. Roślina świetnie sobie radzi zarówno rosnąc na drzewie jak i w ziemi.

Fot. Tropikalny, gruntowy storczyk Spathoglottis plicata.

Fot. Orchidea tygrysia Grammatophyllum speciosum. Ten ogromny okaz od wielu lat rośnie w ziemi.

Fot. Dendrobium aloifolium, epifityczny, nizinny storczyk.

Tropikalny? Czyli jaki?

Niby proste pytanie, ale po głębszym zastanowieniu odpowiedź nie będzie taka oczywista. Dla mnie tropiki oznaczały gorący i wilgotny klimat. Wszystko wrzucałam do jednego worka. Jeśli słyszałam, że storczyk pochodzi z Kolumbii albo Borneo, to było jednoznaczne, z tym że życzy sobie bytować w 90% wilgotności i 30°C upale. No i niestety, to nie do końca tak działa i już Wam tłumaczę dlaczego. Przeanalizujmy wspomniane już wyżej Borneo, czyli miejsce, gdzie występuje najwięcej gatunków storczyków na ziemi. Czemu Borneo to dobry przykład? Dlatego, że Borneo ma bardzo zróżnicowane ukształtowanie terenu. W skrócie mówiąc, są tam i góry i niziny. Niżej położone tereny (do 800-1000m n.p.m) charakteryzuje klimat dokładnie taki jaki sobie wyobrażamy, myśląc o 'tropikach', czyli wilgotno, gorąco, bez znacznych wahań temperatury pomiędzy dniem i nocą, bezwietrzne. Natomiast wszystkie obszary powyżej 1000m n.p.m. to obszary wyżynne lub górskie. Obszary wyżynne charakteryzują się niższą wilgotnością powietrza (pomiędzy 60 a 80%), dobowymi wahaniami temperatury oraz lekkim wiatrem. Na najwyższej górze Borneo- Kinabalu lekkie przymrozki nie są niczym nadzwyczajnym, a lód i szron pokrywające szczyt o poranku nikogo tam nie dziwią. Moje myślenie o tropikach okazało się nazbyt uproszczone. Teraz już wiem, że Paphiopedilum rothschildianum, które lubi się przechłodzić od czasu do czasu, nie należy uprawiać w takich samych warunkach co Phalaenopsisa cornu-cervi- typowy nizinny gatunek, mimo tego, że obie rośliny pochodzą z tej samej tropikalnej wyspy.

Fot. Paphiopedilum rothschildianum.

Fot. Wyżynny storczyk Paphiopedilum lowii, można go spotkać m.in.na Borneo.

Fot. Epifityczny, nizinny storczyk Bulbophyllum vaginatum.

Czy słońce jest wrogiem storczyków?

Kupując mojego pierwszego tropikalnego storczyka, w głowie wybrzmiewała mi ta fraza jak jakaś storczykowa mantra. Niestety książkowy slogan prawie uśmiercił moją katleję. Na szczęście w porę zreflektowałam się, że coś niedobrego dzieje się z rośliną i po wielomiesięcznej walce o znalezienie najlepszego lokum dla nieszczęśniczki, rozwiązaliśmy problem. Okazało się, że moja ślicznotka najlepiej czuje się w palącym słońcu, zasuszona niczym rodzynka i zraszana od czasu do czasu monsunowym deszczykiem. Co najlepsze, nie jest już osamotniona. Dołączyły do niej inne storczyki jak Catasetum czy Epidendrum denticulatum. Szczerze mówiąc, traktuje je wszystkie jak kaktusy i najwyraźniej im to służy.

Fot. Papilionanthe Agnes Joaquim, storczyk, który nie toleruje nawet odrobiny cienia. Charakterystyczną cechą są silnie zredukowane liście. Roślina swoim wyglądem przypomina sukulenty.

Fot. Dendrobium bracteosum. Ten gatunek preferuje miejsca mocno zacienione.

Nie taki storczyk straszny.

Zawsze wydawało mi się, że takiemu niedzielnemu amatorowi jak ja, pisane są tylko hybrydy, bo najłatwiejsze, bo wszystko zniosą, specjalnie krzyżowane na domowy parapet. I wiecie co, zdaje mi się, że większość supermarketowców udało mi się prędzej czy później uśmiercić. Z duszą na ramieniu, po przyjeździe do Singapuru, kupowałam swoje pierwsze gatunki, nie mieszance ani krzyżówki tylko gatunki w czystej postaci, z imienia i z dokładnym opisem. I ja, pospolity storczykowy killer, zdołałam je utrzymać przy życiu, ba niektóre nawet kwitną, a jak nie kwitną, to wyglądają jak dorodne krzaki porzeczek, wypuszczając kilometry korzeni i nieprzebrane ilości zielonych liści. Skłaniam się ku teorii, że lepiej wiedzieć co się kupuje, niż inwestować w storczyka x?x?x? o niewiadomym pochodzeniu. Zdecydowanie jest mi łatwiej sprawdzić w internecie opis naturalnego siedliska danego gatunku, niż po omacku, metodą prób i błędów weryfikować, co będzie najlepsze dla danej rośliny. Zachęcam do eksperymentowania i świadomego kupowania storczyków. Z dokładnie opisaną nazwą gatunkową, a jeśli to mieszaniec to z nazwą krzyżówki i zarejestrowanej odmiany.

Fot. Bardzo popularny, mało wymagający i często uprawiany gatunek Oncidium flexuosum.

Jeszcze jeden przykład tropikalnego storczyka rosnącego w ziemi Arundina graminifolia.

  • Facebook - Grey Circle
  • Pinterest - Grey Circle
  • Instagram - Grey Circle